Dolina Pięciu Stawów Polskich

W Palenicy pustki...tak bardzo przywykłam już do tych rzadkich widoków pustki i ciszy w Tatrach...W budce przy wejściu do TPN siedział tylko poczciwy Pan wykonując swą powinność kasowania zapaleńców za parking. Jak długo mnie tu nie było...osiem lat? Brak kolejek przy wejściu aż dziwnie wygląda...a na zatrważającym krew w żyłach asfalcie wszędzie zalega lód...jest ślisko...cholera...jednak darujemy sobie póki co zakładanie raków. Wędrówka jest nużąca...rozglądam się dookoła i widzę powalone dziesiątki drzew...halny zmienił krajobraz otaczającego asfaltowego jęzora...smutny widok...
...siadamy na krótki postój przed wejściem na szlak zielony kojąc się gorącą herbatką z termosu...Szlak zielony zaczyna się całkiem nieźle, ale z każdym krokiem lodu na ścieżce przybywa...nie mija 5 minut od naszej wędrówki jak decydujemy się jednomyślnie założyć raki...i oto nadszedł nasz pierwszy raz z tymi kolczakami. Niezbyt sprawnie, ale udało się je założyć nie myląc lewego z prawym, a pierwsze w nich kroki...po prostu bez porównania z tym co jeszcze kilka minut wcześniej się działo z naszymi nogami na małych lodospadach ścieżki. Chodzenie w nich wcale nie należy do czegoś skomplikowanego chociaż fakt faktem kilka razy zaliczyłam glebę. Szlak zielony wiedzie nas po krętym szlaku to lekko w górę to lekko w dół, co jakiś czas dobijając i odbijając od zamarzniętego koryta potoku Roztoka. Ośnieżone choiny pięknie komponują się z widoczną Turnią na Szczotami oświetlaną przez zimowe promienie słoneczne...piękny widok...

Zakręt po zakręcie mijamy kolejne metry przewyższeń do celu...w końcu jest odbicie na czarny szlak, którym wspinamy się dalej. Idzie mi to opornie opóźniając jeszcze bardziej naszą wyprawę, z góry widoki bajeczne i nadal ślisko. Trzeba uważać z każdym krokiem, tak łatwo o ślizg w dół.
Dochodząc do opustoszałego schroniska niebo ciemnieje i robi się bardzo ponuro. Ściągamy raki i ładujemy się do ciepłej stołówki...zewsząd zalega cisza...coś niesamowitego 🙂 Czekolada na gorąco smakowała wyśmienicie i rozgrzała nas troszkę 🙂

Po odpoczynku ruszamy w stronę naszego celu. Przedni Staw Polski prezentuje się cudownie w zimowej aurze...tak dawno mnie tu nie było...wędrujemy dalej mijając Wielki Staw Polski i zatrzymując się na Niżnym Solnisku. Szlaku brak w stronę Szpiglasowej Przełęczy, natomiast na Zawrat ciągnie większość zimorodków...nie podoba mi się to patrząc na poszarpane szczyty, które mam przed oczami...to się nie uda...Chłopaki pomimo braku wydeptanej ścieżki ruszają na "oślep" przed siebie...co mi pozostaje idę za nimi...fatalna wędrówka przez kosówkę,zapadanie się po uda w śniegu i zwiększające się zachmurzenie nie napawa mnie optymizmem a wręcz jestem wściekła, że zdecydowaliśmy się na tą przeklętą Szpiglasową. W końcu docieramy do skupiska kamieni na którym odnajdujemy żółty szlak.
Maciek oczywiście już się gdzieś wspina, Marcin idzie za nim, a ja wściekła stoję i ani mi się marzy iść za nimi...jest godzina 14-to już zdecydowanie za późno na wspinaczkę i to jeszcze w takim miejscu bez doświadczenia. Krzycząc do chłopaków uświadamiam ich, że ja się nigdzie nie ruszam i czekać będę na nich w schronisku jak się zdecydują wyjść na szczyt. W tym momencie minuty mijają bardzo wolno-oni się na górze przegadują, ja ostro utwierdzam ich w przekonaniu, że to głupota iść dalej. Na szczęście mnie posłuchali i zarządzili odwrót...i dzięki Bogu...Przy zejściu już mieli niezłe przygody o których wolę więcej nie wspominać.



Do schroniska z powrotem trafiliśmy już o zmroku przy spadających płatkach śniegu. Odpoczynek był wskazany-czułam się potwornie zmęczona wędrówką przez kosodrzewinę.
Jak już wspomniałam zaliczyłam przy tej okazji kilka gleb w rakach rozwalając sobie lekko nogę i spodnie...ze schroniska ruszamy już o zmroku...jest zimno i wietrznie. Chciałabym być już przy aucie, a tu wciąż daleka droga. Szlak ciągnie się w nieskończoność. Po drodze mijamy grupę ludzi idących na noc do schroniska oraz TOPRowców, których cel nie jest nam znany. Dochodząc w końcu do asfaltowego potwora jestem kompletnie wycieńczona. Ściągamy raki i stałym tempem zmierzamy do auta...Nasza wędrówka skończyła się na zdobyciu tylko Doliny Pięciu Stawów, ale dobrze, że skończyła się szczęśliwie 🙂 Rozsądek czuwa...

Link do trasy:
http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=11671
