Wycieczka na Mazowsze - dzień 3. Nieborów, Arkadia, Żelazowa Wola, Brochów, Sochaczew, Nieborów.
Z samego rana, skoro zjedliśmy śniadanie, poszliśmy pieszo w stronę pałacu-muzeum w Nieborowie.
Po pokazaniu biletów panu strażnikowi przy bramie, udaliśmy się długą aleją do budynku pałacu. Jak wiadomo, barokowy pałac w Nieborowie jest oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie. Kręcono w nim m.in. takie znane filmy, jak „Akademia Pana Kleksa”, czy „Pan Samochodzik i niesamowity dwór”. W pałacu znajduje się obecnie muzeum wnętrz rezydencji pałacowej z XVII-XIX wieku, oparte na ocalałym wyposażeniu pałacu i jego kolekcjach (rzeźba, obrazy, grafika, meble, brązy, porcelana i szkło, srebra, zegary, tkaniny, zbiory biblioteczne), uzupełnione obiektami sztuki i rzemiosła artystycznego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Pałac i ogród francuski po renowacji i uporządkowaniu został udostępniony zwiedzającym jako stylowe pałacowo-ogrodowe założenie rezydencjonalne. W środku, jak i na zewnątrz podobało nam się naprawdę wszystko, mało tego byliśmy zachwyceni, a już zwłaszcza kolekcja majoliki oraz główna klatka schodowa, pokryta kobaltowymi holenderskimi płytkami ceramicznymi z 1700 roku. Nie wiem, ile ich jest, nigdzie nie mogę znaleźć informacji, ale ponoć nie ma dwóch takich samych. I trudno się z tym nie zgodzić.
Jak napisałem wcześniej, mieliśmy zaległe zwiedzanie świątynię Diany w Parku Romantycznym. Jak myślicie, czy ochrona i kasjerka pamiętali? Tak! Bardzo w porządku ludzie, pozytywni. Więc my poszliśmy już bezpośrednio pod świątynię, która była na szczęście otwarta. No i tu również ogromne wrażenie. Spotęgowane tym, co opowiedziała nam wewnątrz miła pracownica Arkadii – córa była w końcu usatysfakcjonowana.
W Arkadii wsiedliśmy w auto, i ruszyliśmy już do głównego punktu tego dnia, czyli do Żelazowej Woli. A konkretnie do muzeum o nazwie Dom Urodzenia Fryderyka Chopina. I tak naprawdę, jest to budynek poświęcony pamięci i twórczości tego najbardziej znanego w świecie polskiego kompozytora, ponieważ on urodził się w zupełnie innym budynku, który w tej chwili nie istnieje. Ale nic to, nam to nie przeszkadzało, w Żelazowej Woli choć raz w życiu trzeba być. Nam osobiście bardziej niż muzeum, podobało samo otoczenie, z przepięknym parkiem, ślicznymi kładkami i ścieżkami, oraz recital muzyczny, na który udało nam się załapać. O cenach biletów na pobliskim parkingu może nie będę się wypowiadał.
Z Żelazowej Woli podjechaliśmy do Brochowa, ponieważ w jednym z przewodników znalazłem informację, że znajduje się tu bardzo nietypowy kościół. Otóż kościół ten, p.w. św. Rocha, jest to budowla, której części składowe świadczą o tym, iż miał on niegdyś funkcje obronne – są to dwie wieże z okienkami strzelniczymi zaś wokół świątyni poprowadzono dwukondygnacyjny ganek tunelowy ze strzelnicami. Faktycznie, nigdzie się z taką budowlą w naszym kraju nie spotkałem. Niestety, kościół zamknięty dla zwiedzających, ale zajrzeć do środka można było. Świątynia te jest znana z tego, że w jego murach 2 czerwca 1806 roku odbył się ślub Mikołaja Chopina z Teklą Justyną z Krzyżanowskich, czyli rodziców Fryderyka; także tutaj w Wielkanoc 1810 roku ochrzczono ich syna. Zachowały się wpisy z księgi metrykalnej i metryki chrztu. Fajna ciekawostka, a sam obiekt bardzo interesujący – warto go zwiedzić.
Z Brochowa ruszyliśmy już z powrotem na bazę, po drodze zahaczając o Sochaczew. O tej miejscowości cóż mogę powiedzieć? Spokojne, ciche miasteczko. Zjedliśmy dobrą pizzę. Rynek taki dość obszerny, jednak zbyt wiele atrakcji w mieście nie ma. Widoczne na wzgórzu z centrum miasta ruiny zamku książąt mazowieckich, no i piękny klasycystyczny ratusz przy Rynku. Oto to, co zapamiętałem najbardziej. Przejeżdżając nieopodal, grzechem byłoby jednak nie zwiedzić Sochaczewa. Podejrzewam, że już nigdy w tym mieście nie będziemy mieć okazji być.
Na koniec, na dobicie, podjechaliśmy jeszcze – już w Nieborowie – pod kościół pw. Matki Boskiej Bolesnej. Akurat zamykano drzwi wejściowe. Jednak osoba zamykająca zauważyła nas, i wyszła przez boczne drzwi, od zakrystii. Okazał się nim być sam proboszcz! Bardzo miły i sympatyczny, co się później okazało. Zapytał skąd jesteśmy, chwilkę porozmawialiśmy, i zaprowadził nas do wnętrz. No i muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się takich skarbów w tym kościółku. O czym wszystkim opowiedział nam proboszcz, jednak ja nie będę zdradzał – jeśli lubicie tajemnice, to sami to sprawdźcie. Powiem tylko tyle na koniec, że jak będziecie mieć szczęście, to ksiądz pokaże Wam również miejsce, gdzie spoczywa założycielka Nieborowa i Arkadii – Helena Radziwiłłowa. Nam pokazał. I nie spodziewalibyśmy się tego, że w takim miejscu…